Szanowni Rządzący Najjaśniejszą Rzeczpospolitą!
Umieramy. Z głodu, z zapracowania, z nerwów, z chorób, z uzależnień. Niedługo już nie będziecie mieli kim władać, poza prezesami firm, właścicielami aptek i banków. Jeżeli nas zabraknie, to wy będziecie następni, bowiem bez klasy niższej i średniej nie wytworzycie dostatecznego PKB.
Studiuję kierunek pozornie bez przyszłości- politologię. Tę samą, która naucza o mechanizmach rządzących krajem, tę samą, która opiera swoje założenia na historii całego świata, tę samą, która znajduje złote środki na kryzysy w oparciu o wiedzę poprzednich pokoleń. Tę samą, która utożsamiana jest z bezrobociem, przez ludzi takich jak wy- wielkich historyków, prawników i ekonomistów, którzy trwonią wszystko to, czego się nauczyli, którzy marnują każdy nasz sukces. Macie po 40-50 lat, niby kieruje wami doświadczenie, a ja- jako gówniarz- mam więcej do powiedzenia o funkcjonowaniu Polski niż wy. Pewnie po studiach zasilę szeregi jednej z restauracji fast food, a w głowie wciąż będę miał prosty plan naprawienia tego, co 460 posłów i 100 senatorów bezczelnie zniszczyło. Bagatelizujecie ludzi takich jak ja.
Młodzi w Polsce to plaga- tak nas traktujecie. Siedzicie przy korycie i spoglądacie niekiedy na nas- pasożytów- walczących o to, co wam wypadnie przypadkiem z pyska. Nie mamy przyszłości, bo wy ją nam wydarliście, gloryfikując nepotyzm, znajomości i starych wyjadaczy, którzy do śmierci będą się bogacić, byle tylko nie oddawać stołka młodym.
Nie obchodzą nas słupki, nie dbamy o to, czy nasz rozwój gospodarczy będzie sięgał dna, czy 100%, chcemy wieść normalne życie. Chcemy jeździć na drogie wakacje, jeździć dobrymi samochodami, dokonywać korzystnych zakupów, ale nie możemy, bo wszystko to, co zarobimy, oddajemy wam. A wy trwonicie to, rozdając sobie premie. Poseł dla mnie to nie jest zawód, lecz misja, więc nie powinniście widzieć złamanego grosza za podnoszenie rąk i naciskanie guzika na Wiejskiej. Jesteście niedostępną elitą, hermetycznym środowiskiem, którego bramy otwierają się na ułamek sekundy co cztery lata.
Zabieram głos w imię pokolenia, które możliwe, że nie dostąpi łaski emerytury. Prędzej zarobimy się na śmierć w podrzędnych firmach, niż odpoczniemy na starość. Często podróżuję na trasie Poznań- Częstochowa, i nierzadko obserwuję niemieckich emerytów, których stać jest na wojaże. W kieszeniach noszą najnowsze modele smartfonów, słuchawki mają podłączone do drogich odtwarzaczy MP3, zaczytani są w periodykach kosztujących nawet 10 euro. Wcześniej uczciwie pracowali, wychowywali dzieci, oszczędzali, a teraz, na starość, mają czas, pieniądze i możliwość, by wreszcie coś z tego życia mieć. W Polsce na emeryturze wiedzie się wegetację, ponury byt uzależniony od wizyt listonosza z kopertą.
Jest was pięciuset sześćdziesięciu. "Wybrańcy Narodu", którzy nie radzą sobie z najprostszymi przeciwnościami, bo nie mają na to czasu, angażując się w międzypartyjne konflikty. Nie obchodzi nas wasze nazwisko, ani ugrupowanie, które reprezentujecie- macie NAM ułatwiać życie. Po to zaangażowaliście się w politykę, żeby to zadanie wypełniać, jeżeli się z tym nie zgadzacie, to won z parlamentu, chętnie wejdziemy na wasze miejsce i weźmiemy sprawy w swoje ręce.
Żyjecie jak paniska, macie do dyspozycji samochody, samoloty, biura, urzędy, podczas kiedy my zapieprzamy za 1 600 złotych, żeby przeżyć. Zapłatę winno się otrzymywać za dobrze wykonaną pracę, zgodnie z tą teorią nie otrzymalibyście od nas nawet złotówki. Akcyza, podatki i opłaty zżerają nasze fundusze, które w magiczny sposób przeistaczają się w wasze pensje. Mamy tego dosyć.
Życzę wam, żebyście upadli. Żebyście poczuli, jak to jest odmawiać sobie przyjemności w imię wyższych celów, i nie mieć z tej sytuacji wyjścia. Jesteście bandą darmozjadów, których sukcesem jest przecinanie wstęg i uściskanie dłoni zagranicznych polityków. Wy politykami nie jesteście, bo siedzicie w zielonych ławach dla pieniędzy.
Ludzie umierają z głodu na ulicy, a wy w sejmie podejmujecie temat legalizacji związków homoseksualnych. Polacy tracą firmy i majątki przez wasz bezduszny system, a wy podejmujecie polemikę w sferze legalizacji narkotyków. Jesteście żałośni.
Wielu moich rówieśników zgodzi się ze mną, że gdyby cała wasza świta odeszła, a taki niewykształcony gówniarz jak ja zasiadł na waszych miejscach, to zrobiłbym więcej w rok, niż wy w dekadę, bo myślałbym o ludziach, a nie o własnych interesach. W nosie miałbym rozwój gospodarczy i słupki mierników ekonomicznych, bo człowiek dla mnie jest istotą najważniejszą. Sprzedałbym wszystkie nieruchomości i spółki państwowe, jeżeli miałbym pewność, że uratuje to życie zwykłych ludzi. Polacy muszą mieć albo 100, albo 0 procent demokracji. Albo każdy z nas będzie miał możliwość podejmowania autonomicznych decyzji w swoim imieniu, albo będę się modlił o polskiego Adolfa Hitlera, czy Kim Jong Una, żeby zaprowadził porządek wszelkimi sposobami. Wolałbym być rządzony twardą ręką, ale skutecznie, niż oszukiwany przez was- darmozjadów i laików.
Już niebawem kolejna część.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz